Eutanazja - wybór większego zła

Cywilizacja ludzka wypracowała sobie dwa dominujące systemy gospodarcze. Socjalizm i kapitalizm. W żadnym kraju świata nie istnieją one w postaci czystej. Najbliższa socjalizmu jest Korea Północna, najbardziej zbliżone do kapitalizmu, są obecnie Stany Zjednoczone lub Tajwan. Wartość człowieka w obu tych systemach jest łatwa do przeliczenia na pieniądze. Zabrzmi to brutalnie, ale niestety taka jest prawda. Każdy z nas, o ile pożyje co najmniej 65 lat, przechodzi przez 3 etapy. Najpierw jest zbyt młody żeby pracować, potem wchodzi w wiek produkcyjny, potem jest zbyt stary aby pracować - zostaje emerytem.

Państwo kapitalistyczne w zasadzie nie interesuje się człowiekiem. Jego zadaniem jest stworzenie warunków które dadzą możliwość każdemu obywatelowi zgromadzenia jakiegoś kapitału. Państwo socjalistyczne przeciwnie, nachalnie opiekuje się nami od narodzin, aż po zgon. W kapitalizmie każdy musi radzić sobie sam. W socjalizmie samodzielne myślenie i zaradność, uważane są za atawizm odziedziczony po przodkach.

I tu przechodzimy do meritum. Wartość obywatela. Zarówno w kapitalizmie jak i socjalizmie, człowiek pracujący wytwarza dochód. Marks uczył, że dochód ten składa się z dwu części. Pierwsza, jest niezbędna, by regenerować siły do dalszej pracy. (wliczamy w to forsę na żarcie, mieszkanie i ubranie). To, co zostaje ponad, stanowi zysk. Muszą się nim podzielić pracownik i pracodawca.

Jak wiadomo, interes robotnika wymaga tego, aby jak najmniej dać pracodawcy. Interes pracodawcy wymaga obcinania zysku zatrudnionego lub zwiększania liczby robotników. (Ponieważ ta druga metoda jest lepsza i bezpieczniejsza, w kapitalizmie systematycznie spada bezrobocie). W ten sposób w ręku zatrudnionego pozostaje trochę forsy ekstra, którą może wydać na rozmaite rozrywki lub luksusy. W kapitalizmie ta forsa należy do niego i może z nią robić co tylko mu do głowy strzeli. Chce za te oszczędności budować rakietę kosmiczną, proszę bardzo. Chce przepić, nie ma problemu.

W socjalizmie wszechwładne państwo patrzy z niepokojem na te uciułane grosze. Człowiek, który ma pieniądze, staje się wolny. A to w tym ustroju nie jest mile widziane. Obywatel mający pieniądze może je zmarnować, roztrwonić, wydać na pierdoły. Dlatego też urzędnicy z troską pochylają się nad nim i wydzierają mu je z ręki. Skoro nie umiesz ich sam wydawać, my zrobimy to za ciebie. Mądrzej, rozsądniej, na bardziej szczytne cele... Kapitalisty nie obchodzi, co robotnik zrobi z pieniędzmi. I tak wrócą one wcześniej czy później do obiegu, a tym samym do jego sakiewki.

To co, zamieszkamy sobie w socjalizmie? Ja tam odradzam, ale skoro chcecie, proszę bardzo... Rozwinięty ustrój socjalistyczny zapewnia robotnikowi liczne luksusy. Od narodzin, aż po kres. Dotowane przedszkole, bezpłatną szkołę, studia, darmową opiekę medyczną, zasiłki, emeryturę na starość. Ekstra, nie?

Wydawałoby się, same plusy, ale pojawia się tu pytanie: a skąd państwo ma na to pieniądze? Ano, zabrało nam. I wydało za nas "mądrzej". Mamy dwoje dzieci. Państwo nam zabrało podatkiem sporo forsy, potrąciło sobie 40% (tyle zazwyczaj pochłania przepuszczenie pieniędzy przez struktury biurokratyczne), a teraz oddaje nam resztę, zapewniając bezpłatną naukę naszym dzieciom. Przy okazji zapewnia też bezpłatną naukę siedmiorgu dzieciakom bezrobotnego alkoholika zza ściany. Gdybyśmy zachowali tę forsę na potrzeby naszych pociech, moglibyśmy wydać dwa razy tyle, ile wydaje państwo... A tak nasza zaradność i poświęcenie, przynosi nam i naszym potomkom tylko ograniczone korzyści. I rodzi takich jak tez zza ściany, prosperujących dzięki daninom zdzieranym z nas - "frajerów".

No, ale to drobiazg. Mamy przecież inne udogodnienia. Lekarz za darmo! Trzeba wprawdzie na wizytę u państwowego dentysty czekać pół roku, ale za to do internisty tylko dwie godziny... Tymczasem sąsiad nasz chla na umór, rozwalił sobie wątrobę i trzeba mu ją wymienić na nową. I przez własną głupotę marnuje resztki środków, które służba zdrowia wydarła urzędnikom... Przykre, ale co poradzimy? No to może przejdziemy sobie na emeryturę? No i jesteśmy. Wygoda niespotykana: listonosz nam raz w miesiącu przynosi pieniążki do domu. Wystarczy siedzieć i czekać. Niestety, ustrój socjalistyczny wcześniej czy później zaczyna się sypać. Tego się nie uniknie. Ani w Korei ani w Szwecji. Zagłada jest wpisana w samą jego naturę. Ludzie, którym zabiera się za dużo, tracą motywację do roboty. Odbija się to na wydajności pracy, na ilości wynalazków, na wszystkich dziedzinach życia. Bo wszędzie pieniądz jest wyznacznikiem możliwości człowieka i motorem jego działania. I tak państwo, w którym mieszkamy jako emeryci, też się zaczyna rozpadać. Ludzie kiepsko pracują, zaczynają coś kombinować na lewo. Wydajność pracy jest słaba, biurokracja, złodziejstwo i marnotrawstwo, porażające. Siada produkcja, nie ma komu płacić podatków. Zaczyna brakować pieniędzy. Urzędnik bada strukturę wydatków kraju. I co odkrywa? Ano, odkrywa nas. Huncwotów - emerytów. Jesteśmy koszmarną bandą. Śnimy mu się po nocach. Wszyscy w kółko chodzimy do lekarzy, co miesiąc bierzemy forsę, choć nic nie robimy i jeszcze urządzamy demonstracje, że mało dostajemy.

Urzędnik zaczyna myśleć. Co miesiąc emeryt dostaje powiedzmy 800 zł. A jest tych nierobów ponad 10 milionów... 96 miliardów złotych rocznie! (nie licząc kosztów obsługi). A gdyby tak wykończyć po cichutku 1% staruszków? Miliard złotych oszczędności, to nie w kij dmuchał! Można już dać pielęgniarkom podwyżkę. Albo załatać kawałek dziury w budżecie. Tylko jak to zrobić? Ano, bardzo prosto. Wystarczy nas przekonać, że sami tego chcemy. Najpierw, aby nie niepokoić opinii publicznej, eutanazja będzie tylko dla chętnych, najbardziej chorych, na ich wyraźne żądanie. Potem, gdy ludziska, a przede wszystkim lekarze przywykną, rozszerzy się jej stosowanie. Najpierw będzie dla wszystkich chętnych, potem dla wszystkich w stanie beznadziejnym. Po co ma się męczyć przez kilka miesięcy pod kroplówką, skoro od razu może iść do piachu? A urzędnicy oszczędzają kochane pieniążki. I za leczenie, i niewypłaconą emeryturę. Co by tu zrobić, żeby więcej tych sukinsynów emerytów umierało? Ano, może reformę służby zdrowia, która ograniczy dostęp do lekarza. Jak sobie staruszek kombatant w kolejce postoi trzy godziny, to szybciej nogi wyciągnie. I już są oszczędności. Skasuje się kilka szpitali i znowu oszczędności, i jeszcze więcej starych pryków w domu sobie po cichu zdechnie. Ale forsy ciągle mało. Nie da się ograniczyć biurokracji, to w socjalizmie niemożliwe. Ale może by poszukać jakichś oszczędności?

Dotacje do przedszkoli można niby po cichu powolutku obciąć, ale co z bezpłatną nauką w szkołach? Urzędnik kombinuje. A gdyby tak nie było dzieci? O to byłoby bardzo dobrze... Od czego by tu zacząć... Kalekie dzieci? Hitler mordował je w komorach gazowych, tak się nie da, ludzie sobie skojarzą. Ale może da się je namówić do eutanazji? Na przykład dwunastoletnie dadzą się chyba przekonać... A za młodsze niech decydują rodzicie. Oczywiście nie od razu. Parę lat trzeba odczekać, aż ludziska przywykną. W między czasie można z powrotem zalegalizować aborcję. Mniej dzieciaków, mniej kłopotów. Ujemny przyrost naturalny pozwoli zamknąć część szkół. Nauczyciele na zieloną trawkę i już budżet się zaczyna domykać. Chwilowo... A potem coś się wymyśli. Może eutanazję dla wszystkich który przekroczyli 75 lat?

Co? Już macie dość socjalizmu? No, to hajda z powrotem do normalnego świata. W kapitalizmie każdy rozsądnie myślący człowiek odkłada co miesiąc kilka groszy na przyszłą emeryturę. Gdy wreszcie osiągnie odpowiedni wiek, ma na koncie uskładaną okrągłą sumę. Istnieją dwa sposoby patrzenia na człowieka. Oba sprowadzają się do otaksowania jego wartości. Dla kapitalisty robotnik wart jest tyle, ile da się na nim zarobić. Dla socjalisty też. Dla kapitalisty emeryt, to klient, który tak jak inni, chce wydać swoje, zarobione kiedyś, pieniądze. (Dlatego wymyślono m.in. viagrę...) Dla socjalisty emeryt nie ma wartości. Jest pasożytem. A ściślej, wart jest tylko tyle, ile można zaoszczędzić, zabijając go w kolejce do lekarza lub w szpitalu. W kapitalizmie utrzymany będzie przy życiu i w komforcie, bo póki żyje, póty płaci. W socjalizmie im szybciej zdechnie lub zostanie dobity, tym lepiej. Bo jeśli żyje - obciąża budżet.

W Holandii zalegalizowano rok temu eutanazję. Media podały to do naszej wiadomości. Szereg z was zapewne słysząc o legalizacji, zdziwił się nieco. Wszyscy byliśmy wszak przekonani, że w tym kraju można to było robić od co najmniej 6-8 lat. A potem wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego, sadząc że się pomylili. Jedynie kilka gazet zacytowało obecny tekst holenderskich przepisów. To nie była pomyłka. Dotąd chorego można było dobić na jego wyraźne życzenie. Obecne przepisy dają lekarzowi możliwość uśmiercenia pacjenta po konsultacji ze specjalnym centrum etyki zawodowej. ZGODA CHOREGO LUB JEGO RODZINY NIE JEST JUŻ KONIECZNA. Tymczasem dyskutuje się tam o prawie do eutanazji dla dwunastolatków. I szkoli urzędników, którzy pomagać maja w podejmowaniu "właściwej decyzji"... Do legalizacji eutanazji (bo nielegalnie wykonywana jest już w Niemczech i Francji) przymierzają się cztery kolejne kraje. Oczywiście szafuje się hojnie słowami: stan beznadziejny, agonia, okropne cierpienia nieuleczalnie chorych etc. Są to oczywiście bzdury. Nie istnieje ból, którego nie można by opanować. W najgorszym przypadku, gdy zawiodą znieczulenia rdzeniowe i środki najnowszej generacji, można ciachnąć skalpelem po nerwach albo zaaplikować choremu heroinę. Przy odpowiednim dawkowaniu, resztę życia spędzi w stanie przyjemnego oszołomienia. W propagowaniu eutanazji, chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. O forsę zaoszczędzoną na drogich lekach, nowoczesnych środkach przeciwbólowych, zabiegach podtrzymujących kołaczące się jeszcze życie, respiratorach, odżywianiu i wypłacaniu emerytury. To duże sumy.

W Holandii chorzy często proszą o dobicie. Czynią tak, gdy czują straszliwy ból, depresję osamotnienie... Ból można całkowicie wyłączyć. Depresję usuwa serotonina (w przypadku stosowania heroiny, jako środka przeciwbólowego ten problem w ogóle nie istnieje). Przy odrobinie opieki ze strony rodziny i personelu, chory nie będzie osamotniony w ostatnich tygodniach życia. Wystarczy odrobina dobrej woli, by wyeliminować raz na zawsze potrzebę eutanazji.

Należy walczyć o całkowite usunięcie tej drogi ze świadomości naszego polskiego społeczeństwa. Czemu? Ano, z prozaicznej przyczyny. Służba zdrowia w Unii Europejskiej finansowana jest identycznie, jak u nas. Takie same niewydolne państwowe struktury, zbiurokratyzowane kasy chorych... To, co wymyślą oni, nasi urzędnicy szybko podchwycą. Jeśli trzymający publiczną kasę dojdą do wniosku, że nasza śmierć jest opłacalna, to zabiją nas bez mrugnięcia okiem. Jeśli raz pozwolimy im zabijać, kategorie ludzi, których wolno pozbawić życia, będą się rozszerzały w nieskończoność... Jeśli lekarze nauczą się zabijać, nigdy nie będziemy mogli im zaufać. A urzędnikom łatwo jest eksterminować chorych. Kilka miesięcy temu zakazano stosowania w Polsce pewnego amerykańskiego preparatu, niezbędnego w chemioterapii określonej grupy nowotworów. Jeden podpis na formularzu wystarczył, by nagle kilkadziesiąt dzieci stanęło oko w oko ze śmiercią...

Przeczytajcie programy partii i oceńcie na podstawie tego co obiecują, kim są. Kapitalizm daje nam dobrobyt i wolność. Kapitalizm to zadowoleni emeryci włóczący się po świecie i łykający viagrę. Kapitalizm to gotówka odłożona w banku, którą opłacimy kiedyś naszych lekarzy. Socjalizm oznacza nędzę i śmierć. Jeśli chcemy kogoś obrazić, rzućmy mu w twarz, że jest socjalistą. Bo "socjalista", znaczy "ludobójca".

MENU

Artykuły

Aborcja –
wybór większego zła


Eutanazja –
list do początkujących socjalistów


Polaku, dlaczego przestałeś czytać?

Euronorma naszej działki

Teraz wiesz, ile zjesz!

Z książką w dłoni

Sam Ogon

Z maszynopisem w ręce

A imię jego czterdzieści i cztery...

Sherlock Holmes w Polsce

Warszawiak z wyboru

Zapomniany geniusz

Emigracja na Marsa?

 

Zajrzyj koniecznie:

www.upr.org.pl

Unia Polityki Realnej

www.pilipiuk.valkiria.net
Oficjalna strona A. Pilipiuka

© Copyright 2005 by Paweł Wiliński
Wszelkie kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Design by Paweł Wiliński